Dlaczego nie zawsze potrzebujesz więcej motywacji?

Masz wolne popołudnie. Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić trening, popracować nad czymś ważnym, poczytać albo wreszcie zająć się tym, co odkładasz od kilku dni. Czas jest. Plan też był. A jednak zamiast zacząć, siedzisz z telefonem i myślisz: „Dlaczego znowu nic mi się nie chce?”. Pierwsza odpowiedź często pojawia się automatycznie: brakuje mi motywacji. Może. Ale niekoniecznie. Czasami problem nie polega na tym, że za mało Ci zależy albo że potrzebujesz kolejnej dawki motywacji. Możesz po prostu nie mieć w danym momencie wystarczających zasobów do wykonania tego, czego od siebie oczekujesz. A jeśli pomylisz jedno z drugim, łatwo zacząć rozwiązywać nie ten problem, który rzeczywiście masz.

Mam czas, więc dlaczego nic mi się nie chce?

Łatwo traktować czas jak główny warunek działania. Skoro mam dwie wolne godziny, powinnam móc je wykorzystać. Skoro dzisiaj nie pracuję, powinnam mieć energię na trening. Skoro wieczór jest wolny, mogę jeszcze zrobić kilka rzeczy. Tylko że wolny czas i dostępne zasoby to nie to samo. Możesz mieć godzinę w kalendarzu, ale jednocześnie być zmęczona po pracy. Możesz mieć wolny dzień, ale głowę zajętą dziesięcioma sprawami. Możesz fizycznie siedzieć na kanapie i „nic nie robić”, a jednocześnie czuć, że kolejna decyzja, zadanie czy obowiązek to już za dużo. Długotrwały wysiłek poznawczy może wpływać na odczuwane zmęczenie i gotowość do podejmowania kolejnego wysiłku. Relacja między zmęczeniem, motywacją i działaniem jest przy tym bardziej złożona niż proste „mam albo nie mam motywacji”. Dlatego dwie osoby posiadające tę samą wolną godzinę niekoniecznie mają takie same możliwości. Co więcej, Ty sama o godzinie 10:00 i Ty o godzinie 19:00 możesz mieć zupełnie inne możliwości, mimo że godzina nadal ma dokładnie 60 minut.

Brak motywacji czy brak zasobów?

„Nie chce mi się” jest bardzo szerokim komunikatem. Może oznaczać wiele różnych rzeczy. Może rzeczywiście nie masz ochoty czegoś robić. Ale równie dobrze możesz nie mieć energii. Możesz być przeciążona. Możesz mieć trudność ze skupieniem uwagi. Zadanie może być zbyt duże jak na Twoje obecne możliwości. Możesz potrzebować odpoczynku albo po prostu mieć za sobą dzień, który kosztował Cię więcej, niż początkowo zakładałaś. I tutaj pojawia się ważne rozróżnienie: „Nie chcę tego zrobić” i „nie mam teraz wystarczających zasobów, żeby zrobić to w zaplanowanej wersji” nie znaczą tego samego. Jeżeli tego nie rozróżniasz, każda trudność z rozpoczęciem działania może wyglądać jak problem z motywacją.

Wyobraź sobie, że rano planujesz trzydziestominutowy trening. Po pracy wracasz do domu wyczerpana i odkrywasz, że na samą myśl o ćwiczeniach masz ochotę schować się pod kocem. Plan się nie zmienił. Ty natomiast nie jesteś już w takim samym stanie, w jakim byłaś podczas jego układania. Coś, co przy dużej ilości energii wydaje się stosunkowo łatwe, przy zmęczeniu może być odbierane jako znacznie bardziej wymagające. Podobnie jest z uwagą i przestrzenią mentalną. Nie wszystkie zadania wymagają od Ciebie tego samego. Możesz mieć siłę zrobić pranie, ale nie mieć przestrzeni na napisanie ważnego tekstu. Możesz mieć energię na spacer, ale nie na podejmowanie kolejnej decyzji. Możesz bez większego problemu wykonać prostą, automatyczną czynność, a jednocześnie odkładać zadanie wymagające koncentracji.

To dlatego pytanie „Czy mam czas?” często jest niewystarczające. Lepsze może być: „Czego wymaga ode mnie to konkretne zadanie?” Skupienia? Kreatywności? Energii fizycznej? Podejmowania decyzji? Kontaktu z innymi ludźmi? Cierpliwości? Dopiero wtedy możesz sprawdzić, czy to, czego zadanie wymaga, jest dzisiaj rzeczywiście dostępne.

Czasami problemem może być też przeciążenie. Jeśli cały dzień był pełen decyzji, informacji, rozmów, powiadomień i zadań, rozwiązaniem niekoniecznie będzie kolejny film o produktywności, następna lista rzeczy do zrobienia czy przekonywanie siebie, że „trzeba się zebrać”. Warto przy tym pamiętać, że określenia takie jak „mam dzisiaj 20% baterii” są metaforą, a nie rzeczywistym pomiarem psychicznych czy fizycznych zasobów. Nie chodzi o precyzyjne ustalenie swojego poziomu energii. Chodzi o zauważenie prostego faktu: dzisiaj moje możliwości mogą być mniejsze niż wtedy, kiedy układałam ten plan.

A czasami naprawdę Ci się nie chce. I tego również nie trzeba automatycznie traktować jak problemu do naprawienia. Być może masz energię, czas i przestrzeń, ale od tygodni unikasz właśnie jednego konkretnego zadania. Wtedy warto przyjrzeć się czemuś innemu. Czy to zadanie jest dla Ciebie ważne? Czy jest Twoje? Czy wiesz, po co je robisz? Czy jest nieprzyjemne, nudne albo niejasne? Czy próbujesz zrobić coś dlatego, że naprawdę tego chcesz, czy dlatego, że wydaje Ci się, że „powinnaś”? Brak chęci również jest informacją. Nie każdą niechęć trzeba natychmiast przezwyciężać.

Dlaczego dokładanie sobie motywacji nie zawsze pomaga?

Wyobraź sobie telefon mający 8% baterii. Możesz otworzyć pięć aplikacji, włączyć muzykę i zwiększyć jasność ekranu. Żadna z tych rzeczy nie rozwiązuje jednak problemu, który naprawdę masz. Podobnie może być z działaniem. Jeśli rzeczywistą przeszkodą jest zmęczenie, przeciążenie albo zbyt duży plan w stosunku do aktualnych możliwości, próba jeszcze mocniejszego zmotywowania się może nie trafiać w źródło problemu. Nie oznacza to jednak, że za każdym razem, kiedy nic Ci się nie chce, jesteś po prostu zmęczona. Motywacja, wysiłek i zmęczenie wpływają na siebie wzajemnie. Chodzi więc nie o zastąpienie jednej prostej odpowiedzi drugą, ale o poszerzenie liczby możliwych odpowiedzi.

Jeśli za każdym razem, kiedy nie realizujesz planu, dochodzisz do wniosku: „znowu zabrakło mi motywacji”, możesz zacząć szukać rozwiązania wyłącznie w większej dyscyplinie. Muszę przestać odkładać. Muszę się zmusić. Muszę lepiej organizować czas. Tymczasem czasami problemem jest po prostu niedopasowanie planu do aktualnych możliwości. Plan został przygotowany przez Ciebie w wersji 100%. Potem przychodzi dzień na 50%. Albo 20%. A Ty nadal próbujesz wykonać plan napisany dla swojej najbardziej produktywnej wersji. Kiedy się nie udaje, zamiast zmienić plan, zaczynasz oceniać siebie.

Zanim zaczniesz się motywować, sprawdź, czego naprawdę Ci brakuje

Kiedy następnym razem pojawi się myśl „nic mi się nie chce”, nie próbuj od razu jej zwalczać. Zatrzymaj się przy niej na chwilę. Pomyśl o konkretnej rzeczy, której nie możesz rozpocząć, i zapytaj: „Czego wymaga ode mnie to działanie?” Potem: „Czy mam to dzisiaj dostępne?” Jeżeli chcesz zrobić trening, potrzebujesz między innymi energii fizycznej. Jeżeli chcesz napisać trudny tekst, potrzebujesz również uwagi i przestrzeni mentalnej. Jeżeli chcesz załatwić ważną sprawę, być może potrzebujesz skupienia i gotowości do podejmowania decyzji. A jeśli tego dzisiaj nie masz w takiej ilości, jak zakładałaś, pojawia się kolejne pytanie: „Czy mogę zmienić skalę działania, nie rezygnując całkowicie z kierunku?”

Plan na 100% nie musi obowiązywać w dzień na 20%. Rano planujesz trzydzieści minut treningu. Wieczorem masz znacznie mniej energii. Najbardziej automatyczne opcje brzmią: trzydzieści minut albo nic. A przecież pomiędzy nimi istnieje ogromna przestrzeń. Może dzisiaj będzie to piętnaście minut spokojnego ruchu. Może pięć minut rozciągania. A czasami świadomą decyzją będzie odpoczynek. Podobnie z innymi rzeczami. Nie masz przestrzeni na napisanie całego artykułu? Możesz przygotować strukturę. Nie masz energii na generalne porządki? Możesz zrobić jedną rzecz. Nie masz skupienia potrzebnego do godzinnej nauki? Możesz poświęcić jej dziesięć minut. To nie znaczy, że zawsze masz zrobić cokolwiek za wszelką cenę. Czasami najlepszym dopasowaniem planu do swoich możliwości będzie właśnie odpuszczenie działania i regeneracja.

Elastyczność nie polega na tym, że zawsze robisz mniej. Polega na tym, że przestajesz oczekiwać od siebie dokładnie tej samej wydajności niezależnie od dnia i okoliczności.

Krótka refleksja: czego naprawdę Ci dzisiaj brakuje?

Weź jedną rzecz, którą odkładasz albo której dzisiaj nie zrobiłaś. Zastanów się: Co chcę zrobić? Czego to działanie ode mnie wymaga? Co mam dzisiaj dostępne? Czego mi brakuje? Jak mogłaby wyglądać wersja tego działania dopasowana do moich obecnych możliwości? I dopiero wtedy odpowiedz sobie na pytanie: „Czy naprawdę zabrakło mi motywacji?” Być może tak. Ale być może zobaczysz, że problem leżał gdzie indziej.

Nie każdy dzień potrzebuje więcej motywacji

Motywacja jest ważna. Nie jest jednak odpowiedzią na wszystko. Czasem potrzebujesz działania. Czasem uproszczenia planu. Czasem odpoczynku. Czasem odzyskania koncentracji. Czasem zastanowienia się, dlaczego właściwie próbujesz zrobić daną rzecz. A czasami rzeczywiście potrzebujesz impulsu, który pomoże Ci zacząć. Najważniejsze nie jest więc to, żeby za każdym razem zmuszać się do działania, ale żeby coraz lepiej rozpoznawać, co właściwie dzieje się z Tobą w danym momencie i czego potrzebujesz, żeby móc działać. Bo „nie chce mi się” nie jest jeszcze odpowiedzią. To dopiero początek pytania.